W samochodzie znaleźli zwęglone ciało mężczyzny bez kończyn. Tych morderstw nie udało się rozwiązać

Materiał promocyjny partnera
26.10.2018 10:47
A A A
Niewyjaśnione morderstwa z Warszawy

Niewyjaśnione morderstwa z Warszawy

Warszawa to bardzo bezpieczne miasto. W zeszłym roku znalazła się na samym szczycie listy najbezpieczniejszych miejsc w Polsce. Każde miasto ma jednak swoją ciemną stronę. Okazuje się, że nawet w stolicy dochodzi do zbrodni, które mrożą krew w żyłach. To sześć najbardziej tajemniczych morderstw, których od lat nie udało się rozwiązać.

Porwanie Bohdana, syna Bolesława

22 stycznia 1957, Bohdan Piasecki, uczeń warszawskiego liceum został porwany, gdy szedł ulicą. Do tej pory nie udało się ustalić, kto porwał chłopaka. Jedno jest jednak pewne - motyw. Wszyscy są zgodni, że celem porywaczy była zemsta na ojcu chłopaka - Bolesławie Piaseckim. Piasecki, delikatnie mówiąc, był postacią kontrowersyjną. Był faszystą i antysemitą, po wojnie chętnie współpracował z komunistyczną władzą. Nikt nie wątpił, że mężczyzna miał wrogów.

Gdy jego syn zniknął, Piasecki od razu otrzymał informację o okupie. Miał zapłacić 4 tysiące dolarów i 200 tysięcy złotych. Pomimo że ojciec chciał zapłacić, porywacze nigdy nie odebrali pieniędzy. Zdaje się, że ich celem było upokorzenie Piaseckiego. Raz kazali mu chodzić ulicami Warszawy z jelenimi rogami w dłoni. Po pewnym czasie kontakt z porywaczami się urwał. Ciało Bohdana znaleziono dopiero po dwóch latach - miał wbity w serce nóż.

Kto chciał skrzywdzić Bolesława? Tego możemy się nigdy nie dowiedzieć. Najpopularniejszą teorią jest jednak zemsta środowisk żydowskich, które miałyby chcieć zemścić się na Pileckim za jego zbrodnie wojenne. Przypuszczenie to podsyca to, że kierowca taksówki, do której wsiedli porywacze był Żydem. Niektórzy uważają jednak, że “żydowska zemsta” to tylko zasłona dymna, a za rozkazem porwania tak naprawdę stali politycy z Moskwy.

Tragiczna dyskoteka

Nierozwiązane morderstwa z WarszawyNierozwiązane morderstwa z Warszawy Zdjęcie ilustracyjne / AG

Kolejna niewyjaśniona sprawa wydarzyła się w latach 80. na Bielanach. W 1987 roku dwie dziewczyny wybrały się na dyskotekę. Jedna z nich wyszła z zabawy około godziny 22, a ciało drugiej znaleziono rano na placu budowy, który znajdował się w okolicy dyskoteki.

Kobieta została zgwałcona i uduszona. Jej oprawca był bardzo brutalny. Na ciele ofiary były liczne siniaki, kość nosowa była złamana, a dolna warga obita. Pomimo że od zbrodni minęło już 30 lat, nadal nie ustalono sprawcy. Trudno też stwierdzić, co działo się z kobietą po godzinie 22, kiedy jej koleżanka wróciła do domu.

Z jej zeznań wynika tylko, że ofiara zetknęła się tego wieczora z wieloma mężczyznami. Inni świadkowie zeznali, że kobieta bawiła się i tańczyła ze znajomymi, ale lokal opuściła dopiero około północy z nieznanym mężczyzną. Tę samą wersję potwierdziła szatniarka - powiedziała, że był to około 20-letni mężczyzna ubrany w jeansową kurtkę. Sporządzono portret pamięciowy, ale jego tożsamości nie udało się ustalić.

Sprawa stanęła w miejscu na jakiś czas. Po jakimś czasie do matki ofiary zadzwonił jednak nieznajomy. Powiedział, że to on zamordował jej córkę. Policjanci od razu zaczęli badać trop. Szybko okazało się jednak, że telefonujący cierpiał na schizofrenię paranoidalną i jego zeznania nie mogły być dowodem w sprawie. Śledztwo umorzono.

Mężczyzna, który spłonął

Niewyjaśnione morderstwa z WarszawyNiewyjaśnione morderstwa z Warszawy Zdjęcie ilustracyjne

We wrześniu 1993 roku warszawiacy zauważyli na ulicy Dewajtis (Bielany) spalony samochód. To, co znajdowało się w środku, przewróciło żołądki na drugą stronę. Na siedzeniu kierowcy siedział mężczyzna. Jego twarz była zwęglona. Patolog stwierdził przyczynę zgonu - spalenie.

To jednak nie jedyny przerażający szczegół sprawy. Stwierdzono również, że mężczyzna miał liczne uszkodzenia i pęknięcia czaszki oraz… był pozbawiony kończyn. Brakowało przedramion wraz z dłońmi oraz lewego podudzia ze stopą. Co więcej, stwierdzono, że gdy samochód się palił, mężczyzna jeszcze żył - przez jakiś czas oddychał w atmosferze pożaru. Pojawiła się zatem teoria, że ofiara była wcześniej torturowana.

Podczas śledztwa ustalono, że samochód, w którym znaleziono mężczyznę był kradziony. W środku znajdowały się klucze do jednego z mieszkań w Warszawie. Policjanci przeszukali je, ale nic w nim nie znaleźli. Pomimo że od zbrodni minęło 25 lat, nadal nie udało się ustalić ani kim była ofiara, ani sprawca.

Seryjny zabójca bezdomnych kobiet?

Nierozwiązane morderstwa z WarszawyNierozwiązane morderstwa z Warszawy Zdjęcie ilustracyjne / AG

Czy w Warszawie grasował seryjny morderca bezdomnych kobiet? Wiele osób jest przekonanych, że tak właśnie jest. Policja nie przychyla się jednak do tej teorii. Chodzi o zabójstwa trzech kobiet w latach 2000-2006. Wszystkie były bezdomne, ich ciała znaleziono nagie, a sekcja zwłok w każdym przypadku wykazała, że przed śmiercią były mocno odurzone alkoholem i narkotykami.

Pierwszą z nich znaleziono w 2000 roku w okolicy ulicy Mehoffera (Białołęka). Mężczyzna, który zauważył jej ciało opowiadał, że widok był dramatyczny. Kobieta była naga, a jej ciało kompletnie zmasakrowane. “Miała, na mój gust, wyrwane narządy rodne. Leżały tak między nogami” - mówił. Sprawca nigdy nie został znaleziony.

Pięć lat później, w Lasku Bródnowskim (Targówek), doszło do kolejnego zabójstwa. W skrzyni znaleziono ukryte ciało kobiety. Była naga i owinięta folią budowlaną oraz sznurkiem. Koroner stwierdził, że była brutalnie bita. Przyczyną zgonu było jednak uduszenie. 10 lat po zabójstwie udało się ustalić, że zamordowana była bezdomną z Łodzi, która ukrywała się w Warszawie.

Zaledwie rok później, w tym samym lesie, dwójka dzieci natknęła się na kolejne ciało. Naga kobieta była przywiązana do drzewa paskiem od własnej torebki. Morderca wbijał w jej narządy rodne szpilę krawiecką. Później zostawił ją w jej ciele.

Mordercy żadnej z tych kobiet nigdy nie znaleziono. We wszystkich sprawach często przewija się jednak imię Henryk M., nazywany w środowisku warszawskich bezdomnych “Fryzjerem”. Wielu z nich mówi, że to właśnie on jest mordercą. Dodawali, że był brutalny i często znęcał się nad słabszymi od siebie. Co więcej, w czasie, gdy doszło do zbrodni w Lasku Bródnowskim, mężczyzna mieszkał w okolicy.

Policji nie udało się powiązać Henryka M. z żadną ze zbrodni. Śledczy dodają również, że pomimo iż w tych trzech zbrodniach jest wiele wspólnych mianowników, nie traktuje się ich zbiorczo. Prokuratura podkreśla, że w żadnej z tych sprawach nie ma śladów, które sugerowałyby, że dokonała ich ta sama osoba.

Śmierć w kamienicy

Nierozwiązane morderstwa z WarszawyNierozwiązane morderstwa z Warszawy Zdjęcie ilustracyjne

2008 rok, wrześniowa noc, spokojna kamienica w Śródmieściu. Nagle ciszę przerywa huk. Na miejscu policja zastaje dwa ciała - kobiety i mężczyzny. Kobieta leżała w mieszkaniu, na jej ciele odkryto liczne rany cięte i kłute. Obok niej rozrzucono sześć noży oraz tłuczek. Drugie ciało było na zewnątrz budynku, mężczyzna wypadł przez okno na klatce schodowej. Zginął na miejscu.

Śledczy przesłuchali sąsiadów. Wszyscy zgodnie mówili, że w nocy, gdy doszło do tragedii nie słyszeli żadnej awantury. Tylko jeden mieszkaniec zeznał, że najpierw usłyszał rozmowę dwóch mężczyzn, a potem huk (prawdopodobnie upadek mężczyzny). Świadkowie mówili również, że mężczyzna sprawiał wrażenie bardzo apodyktycznego, podejrzewali, że mógł być agresywny w stosunku do swojej partnerki.

Czy ktoś zamordował parę? Tego nigdy nie udało się ustalić. Ślady linii papilarnych na nożach nie były wystarczająco wyraźne. Zastanawiające jest jednak to, że ślady krwi znalezionej w mieszkaniu należały nie tylko do pary. Jej również nie udało się jednak z nikim powiązać. Podczas śledztwa wykluczono również motyw rabunkowy - pomimo że w mieszkaniu było wiele cennych przedmiotów, nic nie zostało zabrane.

Zdaniem policji najbardziej prawdopodobną teorią jest samobójstwo rozszerzone. Podejrzewają, że mężczyzna zamordował partnerkę, a później targnął się na swoje życie. 

Wynajem mieszkania i morderstwo

Nierozwiązane morderstwa z WarszawyNierozwiązane morderstwa z Warszawy Zdjęcie ilustracyjne / AG

W lutym 2013 roku 70-letni emerytowany lekarz chciał sprzedać swoje mieszkanie na Sadybie. Gdy umawiał się z zainteresowanym na oglądanie mieszkania, nie spodziewał się, że spotkanie tak się skończy.

Policja znalazła później ciało 70-latka z licznymi ranami kłutymi. Mężczyzna nie przeżył. W mieszkaniu znaleziono nóż, ale okazało się, że nie był on narzędziem zbrodni. Podejrzewa się, że emerytowany lekarz próbował się nim bronić lub że morderca podrzucił go, by zmylić trop.

Kilka miesięcy później, w sierpniu, doszło do bardzo podobnego morderstwa. Tym razem chodziło o wynajem mieszkania na Imielinie, w którym mieszkała 63-letnia kobieta. Ona również zginęła od ran kłutych, wcześniej została jednak skrępowana.

Policja nie wyklucza, że sprawy mogą być powiązane. W obu przypadkach nie chodziło jednak o rabunek - z mieszkań nie zniknęło nic cennego. Sprawca lub sprawcy do tej pory nie zostali ujęci.

Ciemna strona Warszawy - "Ślepnąć od świateł"

Wszystkie te morderstwa pokazują, że w każdym, nawet najbardziej bezpiecznym mieście, zdarzają się sprawy, które jeżą włos na głowie. Najbardziej przerażające jest jednak to, że od niektórych morderstw minęły już dekady, a sprawców nadal nie znaleziono. Kto wie, czy nie ukrywają się w ciemnych zakamarkach naszej stolicy.

Ślepnąc od świateł - premiera nowego serialu HBOŚlepnąc od świateł - premiera nowego serialu HBO Fot. Materiały partnera

Ciemna, gangsterska strona Warszawy pokazana jest również w nowym serialu HBO "Ślepnąć od świateł", który powstał na podstawie bestsellerowej powieści Jakuba Żulczyka o tym samym tytule.

To ośmioodcinkowa opowieść o siedmiu dniach z życia kokainowego dilera, którego perfekcyjnie poukładane życie zaczyna zmieniać się w chaos, a on sam staje w obliczu konieczności dokonania najważniejszych życiowych wyborów i zderzenia się z prawdą o sobie.

‘Ślepnąc od świateł’ to thriller neo-noir. Próbujemy w nim pokazać świat, w którym wszelkie zasady zostały odrzucone, wartości przepadły i wszystko dryfuje w pustkę?. To historia o tym, że można próbować uciekać, jednak najtrudniej jest uciec od siebie - mówi o projekcie reżyser Krzysztof Skonieczny.
 

Premiera nowego serialu HBO "Ślepnąc od świateł" w reżyserii Krzysztofa Skoniecznego już 27 października w HBO oraz HBO GO. Wszystkie osiem odcinków serialu będzie dostępne od razu w HBO GO.